Jaskółka


Witam Was serdecznie :)

Dzisiaj zaprezentuję Wam mój ostatni uszytek - 'Jaskółkę' :) 
Staram się opierać pokusie kupowania tkanin z dużymi wzorami, rysunkami, tym razem jednak kupon z rysunkiem jaskółki okazał się na tyle przekonujący, że go nabyłam :) Stonowana kolorystyka trochę mnie uspokoiła, myślę, że nie będzie to sukienka na jedno wyjście.



fot. Żona*


Tkanina  to satyna poliestrowa zakupiona w stacjonarnym sklepie Matex, w Krakowie, bardzo miła w dotyku, ale niesforna do krojenia, do tego wiskozowa podszewka. Wykrój miałam już gotowy więc optymistycznie podeszłam do realizacji projektu a tu mi jednak trochę zeszło, prace skończyłam o północy przed wyjazdem :) Taki już standardzik :)

Sukienkę uszyłam w oparciu o wykrój, który wykonałam w Szkole Konstrukcji Ubioru w Krakowie na podstawie projektu Szkoły. Fason idealny by pokazać rysunek jaskółki :) Przez chwilę nieuwagi, tył wycięłam z całości z rozcięciem u góry, w oryginale był (tył) lekko dopasowany, z długim zamkiem. Mogłam wprawdzie odciąć ten tył, ale tkanina nie układa się rewelacyjnie na szwach - czym ich mniej tym lepiej - więc zostawiłam już w takiej zaokrąglonej na plecach postaci.

Wprawdzie majowy weekend spędziłam pracowicie w Szkole, wykorzystałam jednak świąteczną przerwę i na kilka dni pojechaliśmy do Ptaszarni, na wyspie Karsibór (Świnoujście), domu gościnnego prowadzonego przez przesympatycznych Gospodarzy. Miejsce jest piękne, położone na skraju Rezerwatu ptaków, gdzie zresztą odbyła się sesja zdjęciowa Jaskółki :)    

Przyznam, że sukienka bardzo mi się podoba i latem zamierzam w niej chodzić jak tylko będzie ku temu sposobność :)

Pozdrawiam pięknie :)
Ada




fot. Żona*
fot. Żona*
fot. Żona*
fot. Żona*
fot. Żona*
fot. Żona*
fot. Żona*

fot. Żona*
fot. Żona*
* Żona to pseudonim mojego Małżonka:)

Stany: Monument i deszcz

Witajcie,

Tym razem deszczowa i chłodna odsłona na naszej drodze, czego się nie spodziewałam ...


fot. Żona*

Monument Valley kojarzy mi się ze słońcem i niebieskim niebem, a tu już w drodze złapała nas ulewa. Taka pogoda, jak się później okazało, w tym rejonie nie jest niczym szczególnym a z drugiej strony pokazała te malownicze krajobrazy z innej perspektywy. Po przyjeździe na miejsce musieliśmy przeczekać burzę by później wyruszyć ku skalnej scenografii. Można skorzystać z parkowego transportu lub swojego samochodu - wybraliśmy tę drugą opcję. Co tu dużo pisać - myślę, że zdjęcia oddają klimat tamtych terenów :)
Podobna aura towarzyszyła nam także w najbliższych dniach - słynny i rzeczywiście piękny widok Dead Horse Point oraz w Parku Łuków (Arches National Park).

Pozdrawiam :)
Ada




fot. Żona*

fot. Żona*



fot. Żona*

fot. Żona*

fot. Żona*

fot. Żona*
fot. Żona*

fot. Żona*
fot. Żona*

fot. Żona*


fot. Żona*

fot. Żona*

fot. Żona*

fot. Żona*

fot. Żona*

Ukryty hotel:

fot. Żona*

Dead Horse Point:


fot. Żona*

fot. Żona*

fot. Żona*

* Żona to pseudonim mojego Małżonka :)


50-te Urodziny

Witajcie :)

Tym razem tytuł nie mógł być inny  -  w końcu 50-te urodziny ma się raz w życiu i w końcu nadszedł ten dzień dziś, 14 lutego :)  A jeśli tak, to oczywistym uczczeniem wydarzenia jest nowa  -  s u k i e n k a :)


fot. Żona*

Maszyna do szycia nr 2 - Emerald 116

Witajcie,

W dzisiejszym poście wracam do tematu maszyny do szycia. Post trochę spóźniony, gdyż zmiany rozpoczęłam ponad pół roku temu, niemniej moje opinie są jak najbardziej aktualne.




Osobista konstrukcja :)


Witajcie :)

Korzystając z przerwy świątecznej postanowiłam uszyć sobie sukienkę na Sylwestra. Sukienkę nie byle jaką, gdyż po raz pierwszy wg własnej  konstrukcji :)


fot. Żona*

Stany: 113 °F

Witajcie,

Gdy myślę 'pustynia' widzę bezkresną przestrzeń pełną tajemniczości, ciszy, łagodnej muzyki wiatru i porywistych, szalejących burz.  Kraina surowego piękna i nieokiełznanej natury w której, ku zaskoczeniu, żyją zwierzęta i czasami pojawia się flora. 

fot. Żona*

Witajcie ponownie lata 50-te :)

Witajcie :)

Ta sukienka ujęła mnie od pierwszego wejrzenia - czasem tak bywa :) i tym samym jej uszycie zostało postanowione :)

fot. Żona*

Stany: Kraina wonności

Witajcie :)

W pięknej scenerii wodospadów i granitowych skał, wśród bujnej roślinności unosi się czysty, mocny, przecudny zapach. To Dolina Yosemite.


fot. Żona*

Sukienka z dżerseju

Witam Was pięknie,

Na koniec lata uszyłam 'rzutem na taśmę' jeszcze jedną sukienkę  - odezwał się we mnie głos, że ta dzianina już zdecydowanie za długo leży ...

fot. Żona*

Stany: Dym pożarów i air pollution


Witajcie :)

Jadąc na południowy zachód Stanów można oczekiwać wcale niechcianych zjawisk jakimi są pożary. O ile podążając na południe od San Francisco byłam na nie mentalnie przygotowana, to sporym zaskoczeniem (choć bez uzasadnienia) było zadymione powietrze unoszące się nad południową krawędzią Grand Canyon'u. Nie paliło się już bezpośrednio w rejonie kanionu, jednak wiatr nie przegnał zawieszonego dymu, który zadomowił się w niecce kanionu.


fot. Żona*

Lniana sukienka

Witajcie,

Zgodnie z zapowiedzią z poprzedniego posta, dzisiaj zaprezentuję Wam sukienkę, która jest realizacją moich dawnych, dawnych planów :)


fot. Żona*

W stylu lat 50-tych

Dzień dobry :)

Witam Was gorąco po dłuższej nieobecności :) Miałam sporo planów szyciowych na to lato, niestety z różnych względów ich realizacja nie doszła do skutku :( Przyjemny powód był tylko ten ostatni - mój urlop nad naszym pięknym Bałtykiem :)


fot. Żona*

Stany: Sznurówki a sprawa życia i śmierci ...

Witam Was serdecznie :)

Wiążecie sznurówki ? Przypuszczam, że zdecydowana większość tak :) Zdarza się Wam przejść kilka kroków  świadomie z rozwiązanymi ?  Jednym zapewne tak, drugim nie...

Pewnego dnia zawitaliśmy do malowniczo położonego, zielonego kanionu w Parku Narodowym Zion. Kanion jest przepiękny, można m.in. przejść korytem rzeki Virgin River Narrows (Wąwóz Rzeki Dziewiczej), przy czym należy przygotować i wyposażyć się w odpowiedni ekwipunek tj. przede wszystkim wysokie, wodoodporne buty i kij (można wypożyczyć na miejscu). Trzeba także upewnić się co do pogody, gdyż rzeczka szybko wzbiera ...  

W kanionie spędziliśmy miło czas zachwycając się cudownymi widokami i mocząc nogi w rzece. Nadeszła chwila powrotu - parkowym autobusem na parking gdzie zostawiliśmy samochód. Miałam górskie, wyższe buty, niestety co jakiś czas rozwiązywały mi się sznurówki. I stało się - tak skutecznie nadepnęłam sznurówkę, że padłam 'jak długa' na smołowaty asfalt, bez możliwości jakiejkolwiek reakcji. Ucierpiały moje kolana i dłonie, na szczęście zdarzyło się to na parkingu ok. 50m od naszego samochodu, gdzie czekała apteczka dzięki której mogłam przemyć otarcia pozbywając się większości smołowatych elementów. Ale drobna pamiątka mi została :) 

Przetarcia w miarę się wygoiły, dłonie z każdym dniem mniej bolały , więc właściwie nic takiego się nie stało, bardziej niepokoi mnie to co się mogło stać :)  Zawsze można potknąć się, siłą rozpędu uderzyć w barierkę, czy dać szczupaka np. przez uliczkę, wpaść lub nie pod samochód i na koniec jeszcze obić się o mur itd. itp.  Scenariuszy jest wiele, te najciekawsze pisze życie. No  ale żeby przez sznurówki ... :)

Zdarzenie to wywołało we mnie pewną refleksję n.t. organizacji takich wyjazdów - nie zawsze mieliśmy własną apteczkę ze sobą, nawet zostawioną w samochodzie (gdy nie woziliśmy bagażu nocując dłużej niż dzień w jednym miejscu). Chyba jednak taki zestaw minim by się przydał ... szczególnie, gdy do domu daleko ...

Inną kwestią jest wykupienie możliwości kierowania wypożyczonym samochodem przez drugiego kierowcę. Z lektury poprzedzającej wyjazd wynikało, że Polacy bardzo rzadko wykupują taką opcję, licząc, przede wszystkim, że nie zaliczą wypadku. Na zachodnim wybrzeżu kontrole drogowe (policyjne) nie są częstym zjawiskiem, nam się nie zdarzyła W przypadku wypadku, brak takiej opcji jest już problemem. Mieliśmy ją, ale nie dałam się odsunąć od kierownicy, a co :) Wszystko dobre co się dobrze kończy i tak było tym razem.

W każdym razie, proszę wiążcie sznurówki :)))

Pozdrawiam serdecznie :)
Ada 



fot. Żona*

Jungle :)

Witajcie :)

Tym razem wszystko zaczęło się od nabytej w przypływie emocji (po paru dniach jednakże :)) wiskozowej tkaniny z dodatkiem poliestru i lycry, o modnym tej wiosny wzorze w stylu 'jungle', zakupionej w sklepie Textilmar (link).
Gdy oczekiwana paczuszka w końcu dotarła, hmmm.... ogarnęło mnie  poczucie, że za bardzo nie mam fasonu na taką sukienkę, gdyby to był jersey to i owszem, ale taka wiskoza .... Po przejrzeniu  moich typów sukienkowych stwierdziłam, że podejdę do tematu na zasadzie klin klinem czyli bogaty wzór, w miarę bogaty fason, zabudowany, nie do końca letni. 

fot. Żona*

Stany: Coś na dzień dobry :)

No właśnie, coś na dzień dobry w tym zakątku świata nie zawsze było tak szybko, czasami musiało na siebie zaczekać :) 
Szukając odpowiedniego lokum, oprócz parkingu, co w Stanach jest oczywistością, zwracałam uwagę na śniadania. Zarówno opisy jak i opinie wskazywały, że szału nie ma - na miejscu w hotelu/motelu była zwykle dostępna kawa i coś słodkiego, amerykańskiego słodkiego.

Dosyć szybko przekonaliśmy się, że na te śniadania nie ma co liczyć, i właściwie codziennie udawaliśmy się z samego ranka na poszukiwania odpowiednio klimatycznego miejsca :) które, wcześniej lub później - na skraju zapaści głodowej - zwykle znajdowaliśmy :)

Oczywiście nie było mowy o jakimś wylegiwaniu się, atrakcje wołały więc zwykle dosyć wcześnie wyruszaliśmy. W miasteczkach w których nocowaliśmy raczej nie było (o przyzwoitej, rzecz jasna, porze) problemu ze znalezieniem czegoś, wystarczył krótki spacer. Inaczej sprawa miała się, gdy byliśmy gdzieś na odludziu lub musieliśmy wcześnie rano wyruszyć w dalszą podróż. 

Niektóre okolice wydawały się tak wyludnione, że trudno było się spodziewać jakiegoś baru, knajpki ... Cisza, spokój ... Szyldy, reklamy wcale nie rzucały się w oczy, szczególnie zza szyb samochodu. A jednak wnikliwa obserwacja pozwalała wypatrzeć takie miejsca. Nie korzystaliśmy z internetu w tej kwestii, zdawaliśmy się na przypadek co miało sporo uroku :)

Niektóre miejsca okazywały się perełkami - jak choćby poniższe, gdzie mieściła się mała galeria sztuki:
 

fot. Żona*
fot. Żona*
fot. Żona*

Żakardowa sukienka

Witam Was wiosennie :)

Chwilę mnie nie było, ale potrzebowałam trochę sobie poukładać czas w związku z nowymi obowiązkami uczennicy :) gdyż, jak wspomniałam na Insta, rozpoczęłam naukę w Szkole Konstrukcji Ubioru.

fot. Żona*

Zielona spódniczka z koła :)


Witam Was serdecznie :)

Jak zaczyna się za dużo kombinować, to można przekombinować ... ;) I to chyba mi się zdarzyło tym razem. Moje dotychczasowe doświadczenia ze spódniczkami sprowadzały się do klasycznych, ołówkowych. 


fot. Żona*

Stany: Samochodem

Jako, ze nie samym szyciem człowiek żyje - chyba :))) - zielona spódniczka jest już na ukończeniu,  chciałam się z Wami podzielić kilkoma momentami z podróży, które miałam szczęście doświadczyć. Posty o tej tematyce postaram się zamieszczać raz na miesiąc.


Przestrzenie, nieosiągalny świat znany tylko z filmów i opowiadań, American Dream, tam, gdzie zapytanie Jak się masz ? jest zwrotem grzecznościowym a nie pytaniem o nasze samopoczucie z pogłębioną analizą psychologiczną, tam, gdzie można jechać przed siebie  w nieskończoność ...

Ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki Północnej mieliśmy przyjemność spotkać się w maju i na początku czerwca, dzięki czemu cieszyliśmy się swobodnym kontemplowaniem rzeczywistości, bez tłumów :)  Naszym domem na kółkach na spółkę z motelami stał się na 23 dni Mercedes, podobno samochód gangsterów :) dosyć rzadko spotykany na tutejszych drogach. Pewną niedogodnością, która miała stać się dogodnością była automatyczna skrzynia biegów. 

Uwielbiam prowadzić samochód i dzisiejszy post będzie właśnie o tej stronie medalu :) Co mi  szczególnie pozostało w pamięci ?

Z pierwszą trudnością zderzyłam się zaraz po wyjeździe z San Francisco. Bardzo częste zjazdy gdzieś  tak przez 80-100 kilometrów powodowały, że jazda prawym pasem lub nawet kolejnym była praktycznie niemożliwa, gdyż ciągle musiałam bronić się przed zjazdem a GPS nie pomagał, zbyt późno informował o zjazdach. Mieliśmy w samochodzie nikłych rozmiarów nawigację, która zwykle aktualizowała się w czasie przejeżdżania przez rozjazdy ... taki urok :) W miarę bezpiecznie można było jechać 3 lub 4 pasem od prawej strony. I tak jest w bardziej zamieszkałych rejonach.

Drugą kwestią, o której dowiedziałam się przed wyjazdem, była zasada pierwszeństwa na skrzyżowaniach oznaczonych 4-way stop, zasada podobna do jazdy na rondzie - kto pierwszy podjeżdża do skrzyżowania, ten pierwszy ma prawo wjechać na nie i je opuścić. Prosta reguła zapewniając płynność ruchu :)

Pierwsze dwa dni spędziliśmy w San Francisco, co okazało się nader przyjazną okolicznością. Drugiego dnia pojechaliśmy do Muir Woods, miejsca poleconego przez spotkaną w samolocie Julię, mieszkankę San Francisco, uroczą starszą panią :) Rzeczywiście, zakątek, mimo, że przygotowany dla zwiedzających, jest niezwykle urokliwy. Przy wyjeździe spotkała nas niemiła niespodzianka - spaliła się jedna z żaróweczek świateł o czym nie omieszkał nas poinformować komputer pokładowy. Od pani na infolinii usłyszeliśmy, że musimy pojechać na lotnisko (mimo, że samochód odbieraliśmy w centrum miasta) by wymienić go na inny o mniej więcej takim samym standardzie, więc czym prędzej skierowaliśmy się tam, gdyż jeszcze tego samego dnia mieliśmy do przejechania spory odcinek w kierunku Yosemite Park.
Pomijając wszystkie kwestie związane z poziomem obsługi w wypożyczalni, dzięki dobrej duszy, która na placu garażowym wyszukała nam odpowiedni samochód, w końcu zasiedliśmy w podobnym, tylko nie białym a grafitowym, prawie nowym  Mercedesie (GLK 350 4MATIC). Pulpit był w stylu retro a zmiana biegów znajdowała się przy kierownicy. Już przyzwyczaiłam się do automatu po prawej stronie a tu kolejna zmiana ! Ale jest to tak wygodne rozwiązanie, że z przyzwyczajeniem nie miałam problemu. 
I w ten sposób, trochę zmieniając plan wg którego mieliśmy więcej pojeździć w rejonach Golden Gate, wyruszyliśmy w dalsza podróż :)

Poniżej kilka zdjęć z tamtego czasu ...

Pozdrawiam serdecznie :)
Ada

fot. Żona*

Granatowa sukienka do pracy :)

Witajcie,

Zgodnie z planami moja szafa powiększyła się o sukienkę z podstawowym przeznaczeniem jako mundurek do pracy - klasyczny fason w granatowym kolorze i w dodatku z dobrej gatunkowo i miłej w dotyku dzianiny :) I właściwie jest to meritum tego posta, a teraz trochę szczegółów :)

 
fot. Żona*


Turkusowa sukienka

Witajcie :)

Tym razem zrobiłam sobie przerywnik od zimowo-świątecznych uszytków i niecierpliwie czekając na wiosnę uszyłam sukienkę z króciutkim rękawkiem :)

 
fot. Żona*