I jeszcze futerko - sztuczne oczywiście - :)


Dzień Dobry :)

Przeglądając moje uszytki z tego roku trochę mi smutno, że było ich tak mało - choć były ku temu powody, w końcu był to dla mnie rok przede wszystkim nauki - niemniej jednak spieszę opublikować jeszcze mój ostatni wyrób.

fot. Żona*


Pomysł uszycia sobie zgrabnej kurteczki - futerka narodził się mniej więcej roku temu, nawet ją skroiłam, ale już nie zdążyłam uszyć. W założeniu miał być to taki zamiennik kardigana w zimowe dni.

Skorzystałam z wykroju nr 113 Burdy 12/2011. Wzięłam sobie do serca rady z
Bloga 'Szycie bez metki' - Jolu dziękuję bardzo :) i przystąpiłam do pracy. Moje syntetyczne, miękkie futerko trudno było ujarzmić, po kilku pierwszych zszyciach i pruciu posiłkowałam się fastrygą - nieodparcie nasuwa mi się tu porównanie do zdania głównej bohaterki filmu 'Pretty Woman' gdy próbuje spożyć ślimaki - śliskie sk ... 

W końcu jakoś dotrwałam do końca, ale wydawało mi się, że będzie łatwiej ...
Kurteczka nadaje się do noszenia tylko jako nakrycie wierzchnie, przy temperaturze 10-15 stopni C.
Zdjęcia mimo, że w pięknej jesiennej scenerii niezbyt się udały, gdyż było zimno, w górach chyba wtedy spadł pierwszy śnieg,  więc kurteczkę ubrałam pod płaszczyk. A później nawet nie poczułam, że rękaw podciągnięty i ubrana nierówno (jest bardzo lekka) dopiero zobaczyłam to na zdjęciach a powtórki nie było ze względu na problemy z aparatem fot. ... 
W sumie w moim odczuciu bardzo wdzięczny fason i zapewne jeszcze do niego wrócę :)

życząc Szczęśliwego Nowego 2020 Roku pozdrawiam Was serdecznie :)
Ada

fot. Żona*
fot. Żona*
fot. Żona*
fot. Żona*
fot. Żona*
 * Żona to pseudonim mojego Małżonka :)

Rozkloszowana spódniczka


Witajcie,

Prosta, rozkloszowana spódniczka jest zdecydowanie niedocenionym elementem garderoby w mojej szafie, ale to się zmieni.


fot. Żona*

Czasami trzeba się pożegnać ...


Witajcie,

Dziś chciałam się podzielić moim szczególnym uszytkiem, szczególnym, gdyż jego skonstruowanie i uszycie niewątpliwie wymaga sporej wiedzy i umiejętności a jednocześnie jest to taki mój wymarzony i krój, i kolor ....  a z drugiej strony poprawiam go od paru miesięcy i ciągle nie leży tak jak jak powinien.

fot. Żona*

Jesienna sukienka


Witajcie :)

W końcu wracam z nowym uszytkiem - no może tak nie do końca nowym , gdyż tę sukienkę uszyłam jeszcze na wiosnę. Kolory jesieni, ale tkanina wiskozowa więc zamierzałam ją nosić wiosną i latem. Jednak ze względu na zabudowany fason i niezbyt cienką tkaninę nie jest to sukienka na upały wobec czego musiała zaczekać do jesieni.


fot. Żona*

Stany: W Krainie Czarów


Witajcie :)
 
Już od dłuższego czasu kierowaliśmy się ku północy,  nieodmiennie ku szczególnemu miejscu na mapie Ziemi. Ostatnie, wieczorne dojazdy do moteli były naznaczone lekkim niepokojem związanym z wieczorną aktywnością zwierząt, bardzo chętnie korzystających z dróg ...
Ale w końcu dotarliśmy do bramy wjazdowej Parku Yellowstone, klimatycznej miejscowości Jackson w stanie Wyoming. Następnego dnia, jak zwykle skoro świt - no powiedzmy wczesnym rankiem :) wyruszyliśmy drogą prowadzącą do Yellowstone od strony południowej przez Grand Teton National Park będący sam w sobie wspaniałym miejscem.
 
fot. Żona*


Jaskółka


Witam Was serdecznie :)

Dzisiaj zaprezentuję Wam mój ostatni uszytek - 'Jaskółkę' :) 
Staram się opierać pokusie kupowania tkanin z dużymi wzorami, rysunkami, tym razem jednak kupon z rysunkiem jaskółki okazał się na tyle przekonujący, że go nabyłam :) Stonowana kolorystyka trochę mnie uspokoiła, myślę, że nie będzie to sukienka na jedno wyjście.



fot. Żona*

Stany: Monument i deszcz

Witajcie,

Tym razem deszczowa i chłodna odsłona na naszej drodze, czego się nie spodziewałam ...


fot. Żona*

50-te Urodziny

Witajcie :)

Tym razem tytuł nie mógł być inny  -  w końcu 50-te urodziny ma się raz w życiu i w końcu nadszedł ten dzień dziś, 14 lutego :)  A jeśli tak, to oczywistym uczczeniem wydarzenia jest nowa  -  s u k i e n k a :)


fot. Żona*

Maszyna do szycia nr 2 - Emerald 116

Witajcie,

W dzisiejszym poście wracam do tematu maszyny do szycia. Post trochę spóźniony, gdyż zmiany rozpoczęłam ponad pół roku temu, niemniej moje opinie są jak najbardziej aktualne.




Osobista konstrukcja :)


Witajcie :)

Korzystając z przerwy świątecznej postanowiłam uszyć sobie sukienkę na Sylwestra. Sukienkę nie byle jaką, gdyż po raz pierwszy wg własnej  konstrukcji :)


fot. Żona*

Stany: 113 °F

Witajcie,

Gdy myślę 'pustynia' widzę bezkresną przestrzeń pełną tajemniczości, ciszy, łagodnej muzyki wiatru i porywistych, szalejących burz.  Kraina surowego piękna i nieokiełznanej natury w której, ku zaskoczeniu, żyją zwierzęta i czasami pojawia się flora. 

fot. Żona*

Witajcie ponownie lata 50-te :)

Witajcie :)

Ta sukienka ujęła mnie od pierwszego wejrzenia - czasem tak bywa :) i tym samym jej uszycie zostało postanowione :)

fot. Żona*

Stany: Kraina wonności

Witajcie :)

W pięknej scenerii wodospadów i granitowych skał, wśród bujnej roślinności unosi się czysty, mocny, przecudny zapach. To Dolina Yosemite.


fot. Żona*

Sukienka z dżerseju

Witam Was pięknie,

Na koniec lata uszyłam 'rzutem na taśmę' jeszcze jedną sukienkę  - odezwał się we mnie głos, że ta dzianina już zdecydowanie za długo leży ...

fot. Żona*

Stany: Dym pożarów i air pollution


Witajcie :)

Jadąc na południowy zachód Stanów można oczekiwać wcale niechcianych zjawisk jakimi są pożary. O ile podążając na południe od San Francisco byłam na nie mentalnie przygotowana, to sporym zaskoczeniem (choć bez uzasadnienia) było zadymione powietrze unoszące się nad południową krawędzią Grand Canyon'u. Nie paliło się już bezpośrednio w rejonie kanionu, jednak wiatr nie przegnał zawieszonego dymu, który zadomowił się w niecce kanionu.


fot. Żona*

Lniana sukienka

Witajcie,

Zgodnie z zapowiedzią z poprzedniego posta, dzisiaj zaprezentuję Wam sukienkę, która jest realizacją moich dawnych, dawnych planów :)


fot. Żona*

W stylu lat 50-tych

Dzień dobry :)

Witam Was gorąco po dłuższej nieobecności :) Miałam sporo planów szyciowych na to lato, niestety z różnych względów ich realizacja nie doszła do skutku :( Przyjemny powód był tylko ten ostatni - mój urlop nad naszym pięknym Bałtykiem :)


fot. Żona*

Stany: Sznurówki a sprawa życia i śmierci ...

Witam Was serdecznie :)

Wiążecie sznurówki ? Przypuszczam, że zdecydowana większość tak :) Zdarza się Wam przejść kilka kroków  świadomie z rozwiązanymi ?  Jednym zapewne tak, drugim nie...

Pewnego dnia zawitaliśmy do malowniczo położonego, zielonego kanionu w Parku Narodowym Zion. Kanion jest przepiękny, można m.in. przejść korytem rzeki Virgin River Narrows (Wąwóz Rzeki Dziewiczej), przy czym należy przygotować i wyposażyć się w odpowiedni ekwipunek tj. przede wszystkim wysokie, wodoodporne buty i kij (można wypożyczyć na miejscu). Trzeba także upewnić się co do pogody, gdyż rzeczka szybko wzbiera ...  

W kanionie spędziliśmy miło czas zachwycając się cudownymi widokami i mocząc nogi w rzece. Nadeszła chwila powrotu - parkowym autobusem na parking gdzie zostawiliśmy samochód. Miałam górskie, wyższe buty, niestety co jakiś czas rozwiązywały mi się sznurówki. I stało się - tak skutecznie nadepnęłam sznurówkę, że padłam 'jak długa' na smołowaty asfalt, bez możliwości jakiejkolwiek reakcji. Ucierpiały moje kolana i dłonie, na szczęście zdarzyło się to na parkingu ok. 50m od naszego samochodu, gdzie czekała apteczka dzięki której mogłam przemyć otarcia pozbywając się większości smołowatych elementów. Ale drobna pamiątka mi została :) 

Przetarcia w miarę się wygoiły, dłonie z każdym dniem mniej bolały , więc właściwie nic takiego się nie stało, bardziej niepokoi mnie to co się mogło stać :)  Zawsze można potknąć się, siłą rozpędu uderzyć w barierkę, czy dać szczupaka np. przez uliczkę, wpaść lub nie pod samochód i na koniec jeszcze obić się o mur itd. itp.  Scenariuszy jest wiele, te najciekawsze pisze życie. No  ale żeby przez sznurówki ... :)

Zdarzenie to wywołało we mnie pewną refleksję n.t. organizacji takich wyjazdów - nie zawsze mieliśmy własną apteczkę ze sobą, nawet zostawioną w samochodzie (gdy nie woziliśmy bagażu nocując dłużej niż dzień w jednym miejscu). Chyba jednak taki zestaw minim by się przydał ... szczególnie, gdy do domu daleko ...

Inną kwestią jest wykupienie możliwości kierowania wypożyczonym samochodem przez drugiego kierowcę. Z lektury poprzedzającej wyjazd wynikało, że Polacy bardzo rzadko wykupują taką opcję, licząc, przede wszystkim, że nie zaliczą wypadku. Na zachodnim wybrzeżu kontrole drogowe (policyjne) nie są częstym zjawiskiem, nam się nie zdarzyła W przypadku wypadku, brak takiej opcji jest już problemem. Mieliśmy ją, ale nie dałam się odsunąć od kierownicy, a co :) Wszystko dobre co się dobrze kończy i tak było tym razem.

W każdym razie, proszę wiążcie sznurówki :)))

Pozdrawiam serdecznie :)
Ada 



fot. Żona*

Jungle :)

Witajcie :)

Tym razem wszystko zaczęło się od nabytej w przypływie emocji (po paru dniach jednakże :)) wiskozowej tkaniny z dodatkiem poliestru i lycry, o modnym tej wiosny wzorze w stylu 'jungle', zakupionej w sklepie Textilmar (link).
Gdy oczekiwana paczuszka w końcu dotarła, hmmm.... ogarnęło mnie  poczucie, że za bardzo nie mam fasonu na taką sukienkę, gdyby to był jersey to i owszem, ale taka wiskoza .... Po przejrzeniu  moich typów sukienkowych stwierdziłam, że podejdę do tematu na zasadzie klin klinem czyli bogaty wzór, w miarę bogaty fason, zabudowany, nie do końca letni. 

fot. Żona*

Stany: Coś na dzień dobry :)

No właśnie, coś na dzień dobry w tym zakątku świata nie zawsze było tak szybko, czasami musiało na siebie zaczekać :) 
Szukając odpowiedniego lokum, oprócz parkingu, co w Stanach jest oczywistością, zwracałam uwagę na śniadania. Zarówno opisy jak i opinie wskazywały, że szału nie ma - na miejscu w hotelu/motelu była zwykle dostępna kawa i coś słodkiego, amerykańskiego słodkiego.

Dosyć szybko przekonaliśmy się, że na te śniadania nie ma co liczyć, i właściwie codziennie udawaliśmy się z samego ranka na poszukiwania odpowiednio klimatycznego miejsca :) które, wcześniej lub później - na skraju zapaści głodowej - zwykle znajdowaliśmy :)

Oczywiście nie było mowy o jakimś wylegiwaniu się, atrakcje wołały więc zwykle dosyć wcześnie wyruszaliśmy. W miasteczkach w których nocowaliśmy raczej nie było (o przyzwoitej, rzecz jasna, porze) problemu ze znalezieniem czegoś, wystarczył krótki spacer. Inaczej sprawa miała się, gdy byliśmy gdzieś na odludziu lub musieliśmy wcześnie rano wyruszyć w dalszą podróż. 

Niektóre okolice wydawały się tak wyludnione, że trudno było się spodziewać jakiegoś baru, knajpki ... Cisza, spokój ... Szyldy, reklamy wcale nie rzucały się w oczy, szczególnie zza szyb samochodu. A jednak wnikliwa obserwacja pozwalała wypatrzeć takie miejsca. Nie korzystaliśmy z internetu w tej kwestii, zdawaliśmy się na przypadek co miało sporo uroku :)

Niektóre miejsca okazywały się perełkami - jak choćby poniższe, gdzie mieściła się mała galeria sztuki:
 

fot. Żona*
fot. Żona*
fot. Żona*