Jadąc na południowy zachód Stanów można oczekiwać wcale niechcianych zjawisk jakimi są pożary. O ile podążając na południe od San Francisco byłam na nie mentalnie przygotowana, to sporym zaskoczeniem (choć bez uzasadnienia) było zadymione powietrze unoszące się nad południową krawędzią Grand Canyon'u. Nie paliło się już bezpośrednio w rejonie kanionu, jednak wiatr nie przegnał zawieszonego dymu, który zadomowił się w niecce kanionu.